|
|
Przedsiębiorca Roku 2005Z kilkudziesięciu zgłoszeń do ścisłego finału wybrano dziesięciu menedżerów. Każde zgłoszenie do konkursu było dokładnie prześwietlone: eksperci Ernst &Young sprawdzili kondycję firmy, jej historię, sukcesy. Do czołówki najlepszych przedsiębiorców weszli ci, którzy mają wizję biznesu, a także sukcesy w swojej branży. W gronie najlepszych jest Andrzej Głowacki, Prezes DGA. Finaliści trzeciej polskiej edycji konkursu:
Więcej informacji - www.ey.com.pl. Wydarzenie będzie transmitowane na żywo przez TVN 24, godzina 20.05. Serdecznie zapraszamy. O tym jak powstała największa polska firma doradcza, na łamach Gazety Wyborczej opowiadał Prezes DGA Andrzej Głowacki.
PRZYPADEK I WYOBRAŹNIA Przemysław Poznański, Gazeta Wyborcza z dn. 18.10.2005 DGA Doradztwo Gospodarcze założone przez Andrzeja Głowackiego jest pierwszą spółką z tej branży, która trafiła na warszawski parkiet. Gdy prezes Głowacki mówi o swojej firmie, najczęściej używa słowa "przypadek". - Zaczęło się od wyboru studiów. Ponieważ kształcąc się na informatyka, miałem dużo czasu, więc zacząłem równolegle studia w Akademii Ekonomicznej. Zaraz potem zostałem jednym z najmłodszych głównych księgowych w Polsce, a po trzech latach bezbłędnego prowadzenia ksiąg dostałem nawet w nagrodę od Ministerstwa Przemysłu talon na "malucha" - śmieje się. Firmę założył w 1990 r. - Byłem ekonomistą z doświadczeniem, więc wiele osób wypytywało mnie, czy wiem, jak założyć i prowadzić własną działalność. Radziłem, korzystając z mojego doświadczenia i wiedzy, aż uznałem, że czas zacząć na tej wiedzy zarabiać - opowiada. I tak powstała jedna z pierwszych w Polsce firm doradczych. - Nagle pod naszymi drzwiami zaczęli ustawiać się straganiarze z poznańskich rynków. Prowadziliśmy im księgi przychodów-rozchodów, wypełnialiśmy deklaracje. I tak pewnie byłoby do dzisiaj, gdyby nie ustawa o prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, którą Sejm uchwalił w lipcu 1990 r. To była rewolucja, bo zupełnie zmienił się nasz klient - wspomina Głowacki. W 1998 r. zdał sobie jednak sprawę, że pula przedsiębiorstw, które będą się chciały sprywatyzować, jest ograniczona, i trzeba szukać innego klienta. - Po analizie rynku uznałem, że wejdziemy w systemy zarządzania jakością. Wyszliśmy naprzeciw przedsiębiorcom, którzy narzekali na ilość papierów towarzyszących systemom jakości i wprowadziliśmy tzw. ISO bez kartki papieru, czyli cały system na jednym serwerze - zaznacza. Na tym jednak nie poprzestał. Kolejnym krokiem było wejście w obsługę projektów unijnych. Tu też firma była jedną z pierwszych na rynku. - Po raz kolejny wyprzedziliśmy innych 20 kwietnia 2004 r., czyli w dniu naszego debiutu giełdowego - zaznacza. - To nie było dla mnie łatwe. Po 15 latach bycia sterem, żeglarzem, okrętem, wręcz bogiem w firmie, nagle musiałem zacząć się liczyć z zewnętrznym recenzentem: młodymi wymagającymi analitykami. Ale ten krok był niezbędny, bo pozyskaliśmy pieniądze od inwestorów i przestaliśmy być firmą lokalną, drugoligową - tłumaczy. |





